Gościmy
Odwiedza nas 27 gości
|
|
|
Henryk Henoch Glicenstein |
|
|
|
|
Wpisał: Łucja Pawlicka Nowak
|
W Turku, oddalonym od Konina o 30 km w roku 1870 urodził się znakomity rzeźbiarz Henryk Henoch Glicenstein. „Miasto Turek było dla mnie pępkiem świata” - tak widział w dzieciństwie miasto swego urodzenia Henryk Henoch Glicenstein, znakomity rzeźbiarz i rysownik, dzisiaj już zapomniany w Polsce, kraju, do którego często wracał we wspomnieniach i twórczości.
 Henryk Henoch Glicenstein
30 grudnia 1992 roku minęła 50 rocznica śmierci artysty. Z tej okazji Muzeum Okręgowe w Koninie przygotowało wystawę poświęconą jego życiu i twórczości. Wystawa ta spowodowała znaczące zainteresowanie artystą, wynikiem tego było powstanie w Muzeum ekspozycji stałej „Urodzony w Turku Henryk Henoch Glicenstein”. Zorganizowanie wystawy nie należało do zadań łatwych, przede wszystkim dlatego, że w polskich zbiorach muzealnych znajdowało się tylko osiem jego rzeźb, jeden obraz olejny i dwa rysunki. Na początku lat 90-tych wydawało się, że w rękach prywatnych były tylko: gipsowy odlew „Mesjasza” podarowany przez Glicensteina, po wspólnej wystawie w „Zachęcie”, architektowi i malarzowi Witoldowi Marwege („Mesjasz” został później zakupiony przez władze Turku i trafił do tamtejszego Muzeum) oraz plakieta przedstawiająca ojca Izabeli z Herzów Stachowicz Czajki. Znaczna ilość wcześniejszych prac artysty zaginęła lub uległa zniszczeniu w czasie I wojny światowej. Fakt ten zaważył też na znikomej ich liczbie w zbiorach polskich. Mając tak ograniczony materiał wystawienniczy postanowiliśmy przede wszystkim ukazać artystę jako człowieka wrażliwego, pozostającego w silnym związku uczuciowym z rodzinną Polską, Zamierzenie to udało się zrealizować dzięki życzliwości i pomocy zięcia artysty Hugo Dreyfussa i Charlotty Sholod z Fundacji Dreyfussa - Glicensteina z Nowego Jorku. Otrzymaliśmy od nich cenny dar w postaci czterech rysunków artysty z lat 1929-1930, następnie 5 akwarel, 29 rysunków i 1 płaskorzeźbę, wypożyczono też nam listy i własnoręcznie spisane wspomnienia z dzieciństwa. Ponadto przesłano nam zupełnie nieznane materiały związane z osobą Glicensteina.
Zainteresowanie osobą artysty zrodził przypadek. Pracownicy Muzeum Okręgowego w Koninie w latach 1989- 1990 zabezpieczyli na terenie Turku kilkaset całych i fragmentarycznie zachowanych nagrobków żydowskich (macew). Podczas prac konserwatorskich i dokumentacyjnych odkryto na jednym z nich podpis kamieniarza I. Glicensteina. Tak rozpoczęła się trwająca do dziś przygoda z poszukiwaniem śladów znakomitego turkowianina w kraju i za granicą.
Najwcześniejsze wzmianki o rodzinie ojca rzeźbiarza znaleźliśmy w materiałach archiwalnych związanych z odległym o kilkanaście kilometrów od Turku miasteczkiem Dobra, Występują tam Glicensteinowie od 1826 roku jako drobni kupcy, kramarze. Dziadkowie artysty byli już ludźmi bogatymi, zajmowali się handlem zbożem, drewnem i wełną. Interesy ich sięgały do Gdańska i Lipska. Jedyną ich troską był brak męskiego potomka w intencji narodzin, którego odwiedzali święte miejsca, dawali hojne jałmużny. Urodzonemu później synowi dali imiona Ichoszi Alter. Równowartość wagi noworodka rozdano biednym. Osierocony wcześnie przez matkę, wyrósł na surowego, pobożnego mężczyznę, który kochając swoich sześcioro dzieci przestrzegał bardzo zasad ich wychowania. Był dobrym człowiekiem, często pomagał biednym, niejednokrotnie kosztem własnej rodziny. Ojciec potrafił dostrzec, że Henoch, delikatny i wrażliwy chłopiec, różni się od rówieśników i rodzeństwa. Wybierał się z synem na długie piesze wycieczki, w trakcie, których zwiedzali stare cmentarze, pomagał mu odkrywać urok miejscowego krajobrazu. Rodzina matki rzeźbiarza Raji Berkowicz odnotowana została w pierwszym spisie rodzin żydowskich posiadających 1821 roku już stałe nazwisko i osiadłych w Turku. Matka, uzdolniona i piękna kobieta, wywarła duży wpływ na syna. Wraz ze swoją matką przekazały Henochowi wspomnienia młodości związane z nadziejami na niepodległości, rozbudzone szczególnie w okresie napoleońskim i podczas powstania styczniowego. Słuchał opowieści o przeciągających przez Turek wojskach napoleońskich, o bohaterach powstania 1863 roku. Ze szczególnym wzruszeniem wspominał artysta zabawy z rówieśnikami na głównym placu miasta, wokół podziurawionego drzewa, które było świętością dla mieszkańców Turku - zamordowano pod nim powstańca w dniu 21 grudnia 1863 roku.
Henoch wychował się w atmosferze małego miasta na styku tradycji i kultury żydowskiej i polskiej. Uważnie obserwował życie rodzinnego Turku. Zachwycały go katolickie procesje i pogrzeby przeciągające przez rynek miasta, wspominał gwarne targi, wyprawy do szkoły Henocha Kuliszera na ulicy Kaliskiej, Emocjonalnie przeżywał samotne wędrówki po lasach, owocem których były jego pierwsze rzeźby wykonane ze znalezionych gałęzi. Z rzeźbami wiążą się jego najwcześniejsze wspomnienia szczęśliwego dzieciństwa. Pierwsze zabawki dla Henocha i jego rodzeństwa były dziełem ojca. W ogrodzie dziadków Berkowiczów leżały bloki piaskowca, z których ojciec wykonywał macewy. Dziesięcioletni Henoch zaczynał mu pomagać, wykonywał na naczółkach macew: lwy, świeczniki, błogosławiące dłonie. Przez cale dzieciństwo chodził do synagogi. Szczególnie lubił starą synagogę w Dobrej, w której zachwycały go malowidła na suficie ilustrujące opowieści chasydzkie. Znajdował tam inny świat, świat marzeń i mistycyzmu. Ten wspaniały świat dzieciństwa zawalił się w ciągu jednej nocy wraz ze starym domem dziadków. Ojciec musiał w tej sytuacji zaleźć dodatkowe źródło zarobków, zaczął uczyć dzieci.
Wkrótce po tym zaledwie 13 - letni Henoch zaczął samodzielne życie. Opuścił rodzinę i przez 4 lata tułał się od miasta do miasta. Utrzymywał się z rzeźbienia zabawek, figurek szachowych, rączek do lasek. Włóczęga zawiodła go na rok do Kalisza. W 1887 r. dotarł do Łodzi, gdzie pracował u różnych rzemieślników wykorzystując swoje umiejętności: malował szyldy, wykonywał rączki u parasolnika, rzeźbił elementy mebli u stolarza. Mieszkał u stryja, który pracował w szkole talmudycznej. Cały wolny czas poświęcał na rysowanie i rzeźbienie. Wykonywanie postaci ludzkich stało się przyczyną konfliktu ze stryjem. Dzięki kierownikowi szkoły znalazł protektorów; szczególnie serdecznie zajęły się nim siostry Jakubowicz, które nauczyły go pisać po polsku i niemiecku, zapoznały go z arytmetyką, wprowadziły do miejscowego towarzystwa i świata artystycznego. Uzdolnionym chłopcem zainteresował się wydawca „Dziennika Łódzkiego” oraz krytycy sztuki. Ważnym wydarzeniem w jego życiu stało się poznanie malarza Samuela Hirszenberga, który wraz z Maurycym Gotlibem studiował u Matejki. Henoch został zaproszony do domu Hirszenbergów, wywarło to na nim ogromne wrażenie. Nigdy przedtem nie znalazł się w domu elity artystycznej dużego miasta, zachwycał się i dziełami sztuki, które tam znalazł, i wspaniałą kulturalną atmosferą, Poznał tam siostrę Samuela, Helenę, która stała się jego wierną przyjaciółką. Przez siedem długich lat nauki artysty czekała aż przyszedł czas i mogli się pobrać.
Opiekunowie wysłali Glicensteina w 1890 roku na studia do Monachium, otrzymał od nich stypendium w wysokości 15 marek. W akademii monachijskiej opiekunem Henocha był profesor Wilhelm von Rümann. Pod jego kierunkiem powstaje pierwsza praca artysty „Sceptyk”. Okres studiów był pasmem sukcesów młodego rzeźbiarza. Uważano go za największy talent akademii, nie było wystawy, konkursu, w których nie zająłby czołowego miejsca. Za „Sceptyka” otrzymał już w 1892 roku srebrny medal. Uzyskane wraz z nagrodą środki pozwoliły mu na przyjazd do kraju i załatwienie formalności związanych ze zwolnieniem ze służby wojskowej. W 1893 roku w Monachium zdobył pierwszą nagrodę za rzeźbę „Narcyz”, wkrótce potem, na kolejnym konkursie we Lwowie otrzymał drugą nagrodę za popiersie portretowe. Rok 1895 zamyka okres jego studiów w akademii monachijskiej ukoronowany zdobyciem wielkiego medalu szkoły. Za rzeźbę „Arion” w tym samym roku został wyróżniony prestiżową nagrodą Prix de Rome.
Nagroda pozwoliła artyście na wyjazd do Rzymu. Tu nastąpiło w jego twórczości stopniowe odchodzenie od klasycznych wzorców piękna i klasycznych form reprezentowanych przez takie jego dzieła jak „Arion” i „Narcyz”. W rzymskim atelier odwiedził go prof. Joseph von Kopf, który przygotowywał album poświęcony najznakomitszym dziełom współczesnej plastyki. Obejrzał i sfotografował prace Glicensteina, zaś wrażenia swoje wyraził zdaniem: „Rzeźbiarzy jest wielu, ale mało jest artystów”. Wykonane w Rzymie prace artysta zaprezentował akademii berlińskiej, za „Odpoczynek po pracy” otrzymał ponownie nagrodę Prix de Rome.
Po rocznym pobycie we Włoszech, opromieniony sukcesem i sławą, przyjechał do Łodzi. Niestety, jego przyjazd do kraju pozostał niezauważony. Pomimo wcześniejszych obietnic nie dostał żadnego zlecenia do realizacji. Rozczarowany, opuścił Polskę, wyjechał z poślubioną w grudniu 1896 roku w Łodzi Heleną Hirszenberg do Rzymu. Rozpoczął realizację rzeźby „Melancholia”, którą zachwycił się i kupił jeszcze w roboczej glinianej wersji hrabia Strogonoff. Fakt ten stał się bodźcem do dalszej pracy, Glicenstein przystąpił do realizacji grupy „Przeznaczenie”, która w 1897 roku uzyskała drugą nagrodę na konkursie w Warszawie. Jednocześnie stworzył rzeźbę „Kain i Abel”, nazywaną również „Pierwsza śmierć”. Grupa ta, o wymiarach przekraczających wielkości naturalne, wywierała duże wrażenie, a postać Kaina była uosobieniem nienawiści dzielącej ludzi, narody i religie. W krótkim czasie wykonał rzeźby „Matczyna troska” i „Włóczęga”. W 1900 roku wyjechał do Paryża na Wystawę ¦wiatową, gdzie otrzymał srebrny medal za grupę „Kain i Abel” Po przyjeździe do Rzymu rozpoczął modelowanie rzeźby „Skarga Orfeusza” i popiersia szwagra Samuela Hirszenberga. To ostatnie zostało zakupione przez Muzeum Narodowe w Krakowie.
W pierwszych latach naszego wieku w jego atelier powstały liczne popiersia portretowe, między innymi dr Poloka, Nelidoffa - ambasadora Rosji w Rzymie, hrabiego Strogonoffa oraz rzeźby: „Circe”, „Przed burzą”, grupa „Sfinks” a także ozdobne brązowe wazy. Artysta długo nosił się z zamiarem stworzenia rzeźby, która byłaby symbolem tragedii i cierpień Żydów przez tysiące lat; tak powstał „Mesjasz”, jedno z największych jego dzieł. Rzeźba ta powstała najprawdopodobniej około 1903 roku. Trzy lata później Glicenstein został zaproszony przez Augusta Rodina (1840-1917) wybitnego rzeźbiarza francuskiego, do wzięcia udziału w wiosennym Salonie 1906 r. „Mesjasz” młodego artysty został umieszczony obok słynnego „Myśliciela” mistrza w wielkiej centralnej rotundzie, August Rodin mianował go członkiem Narodowego Towarzystwa Sztuk Pięknych.
Początek naszego stulecia to ugruntowanie się sławy artysty, wyrazem czego były między innymi liczne zamówienia na portrety znanych osobistości. Powstały wtedy portrety Gabriela d'Annunzio (w 1906 roku otrzymał za niego złoty medal w Monachium) oraz jego córki, króla Włoch Wiktora Emanuela, papieża Piusa XI. Przez cały czas pobytu za granicą Glicenstein utrzymuje kontakt z rodziną w kraju, nie traci łączności z polskim życiem artystycznym. W 1909 roku wykonał szkic do projektu pomnika Chopina w Warszawie. Rok później został powołany na katedrę rzeźby w SSP w Warszawie (po X. Dunikowskim), lecz wkrótce zrezygnował z tej nominacji. Mieszkał na stałe w Rzymie wraz z żoną Heleną, synem Emanuelem (ur. 1897 r.) i córką Beatrice (ur. 1901 r.).
Zaprzyjaźniony z artystą ambasador Rosji w Rzymie Nelidoff proponuje mu wystawę w Petersburgu w 1914 roku. Wybuch wojny uniemożliwił Glicensteinowi powrót do rodziny. Lata 1914-1917 spędził w Łodzi i w Warszawie. Impulsywny, wrażliwy artysta nie pozostał bezczynnym, utrwalał wszystko, co widział. Powstały wtedy setki przejmujących rysunków, z których część, w późniejszych latach znajdzie odbicie w jego rzeźbach. Rysował, pomagał rannym, wstawiał się u władz niemieckich za nieznanymi sobie ludźmi. Pisał - po polsku wzruszające listy do rodziny, pełne troski o ich los. Z listów tych dowiadujemy się między innymi jego pracach, które niestety przepadły, zostały zniszczone: ,,Ikar”, „Samson”, portret szewca Hansa Sachsa. W 1914 roku wystawiał na jesiennym salonie w „Zachęcie”, rok później na salonie wiosennym. Przedstawił tam prace inspirowane przeżyciami wojennymi. Jego rysunki i rzeźby wstrząsnęły zwiedzających, zyskał duże uznanie w świecie artystycznym Warszawy. Na jesiennym salonie w „Zachęcie” w 1914 roku wystawiał między innymi popiersie Samuela Hirszenberga. Z listów artysty można ustalić, że w 1915 roku wystawiał swoje prace w dwu salach „Zachęty”. W jednej eksponował rysunki i obrazy, w drugiej zaś rzeźby. Wśród rzeźb tam wystawionych znalazły się: „Czciciel słońca”, „Stara Kobieta”, „Mesjasz”, „Prorok”, „Boaz i Ruth”, „Sybilla”. Na początku wojny wybrał się do rodziny, bardzo niepokoił się o chorą matkę.Niestety, nie dojechał do Turku, w Kaliszu został okradziony (wspomina o tym fakcie w jednym ze swoich listów). W latach 1915-1916 projektuje pomnik poświęcony ofiarom wojny w Kaliszu. Z okresu pobytu w czasie wojny w Warszawie pochodzą takie rzeźby jak: „Matka i dziecko” (brąz 1915), „Uchodźcy” (drewno 1915). Będąc w Warszawie utrzymywał żywe stosunki towarzyskie z miejscową inteligencją, między innymi przyjaźnił się z ojcem Izabeli z Herzów Stachowicz - Czajki. Pan Henryk przewija się przez karty jej wspomnień („Córka czarownicy na huśtawce”), wykonuje szkice do portretu pana Herza, maluje błękitny akwarelowy portrecik autorki.
W 1917 roku niemiecki Gubernator Warszawy pozwolił mu wyjechać do Szwajcarii. W 1918 roku Glicenstein udał się do Włoch, gdzie przyjął obywatelstwo włoskie. Mieszkał we Włoszech wraz z rodziną do 1928 roku. W międzyczasie w latach 1921-1925 przebywał w Londynie. Serię jego suchorytów „Księga Samuela” zakupił Gabinet Rycin British Museum. We Włoszech w tym czasie wykonał między innymi portret Mussoliniego, a fakt ten zaważył na dalszych losach artysty, popadł w konflikt z dyktatorem, musiał opuścić Włochy w 1928 roku. Wraz z synem Emanuelem, malarzem, który przyjął pseudonim Romano, wyjechał do Stanów Zjednoczonych i zamieszkał w Nowym Jorku. Helena Glicenstein wraz z córką uzyskała możność wyjazdu do męża dopiero w 1936 roku. W 1928 roku artysta wykonał portret Ignacego Paderewskiego, wyrzeźbił też popiersia Abrahama Lincolna, filozofa H. Cohena, burmistrza Nowego Jorku Jamesa Walkera, Teodora Roosevelta i innych. Wykonał różnego formatu rzeźby, plakiety z różnych materiałów: kamienia, brązu, gipsu, terakoty; czasami łączył różne materiały. Najchętniej jednak używał drewna. Materiał ten najbardziej odpowiadał jego artystycznemu temperamentowi. Zastygłe, architektoniczne postacie nabierają życia przez fakturę powierzchni. Artysta wykorzystał tu grę świateł, która nadaje ruch pozornie statycznym rzeźbom. Trudno określić, dlaczego pod koniec swojego życia - może pod wpływem wspomnień, nostalgii za krajem dzieciństwa - w jego twórczości zaczęły się pojawiać rzeźby, które zadziwiają nas swą bliskością z polską sztuką ludową. Rzeźby takie jak: „Kot”, „Człowiek w kapeluszu”, nieodmiennie kojarzą nam się z diabłem Borutą. Artysta w czasie swoich młodzieńczych wędrówek między Turkiem a Łodzią z pewnością nieraz zetknął się z ludowymi twórcami. Wojna, dramat narodu żydowskiego - wszystko to znalazło wyraz w jego ostatnich pracach: „Ecce Homo”, „Soldat Blesse”, „Defence Nationale”, „Profundis” oraz w licznych rysunkach. 30 grudnia 1942 roku w Nowym Jorku artysta zginął w wypadku samochodowym. Muzeum Okręgowe w Koninie kontynuuje zbieranie materiałów dotyczących artysty. Okazało się, że w kraju znajduje się jeszcze kilka zupełnie nieznanych prac Glicensteina. W 1998 roku udało się pozyskać do zbiorów obraz olejny „Krajobraz z Ligurii” powstały w 1911 r. oraz brązowe popiersie portretowe młodej kobiety, prawdopodobnie żony Heleny sygnowane Roma 1896 H. Glicensten - Barami.) W 2006 r. zakupiono brązową rzeźbę „Grajek” sygnowaną H. Glicenstein, Roma 1896r. W 2005 roku Muzeum wydało esej autorstwa Sharlotty Snyder Sholod pt. „Henryk (Henoch) Glicenstein (1870 - 1942).
Opracowała dr Łucja Pawlicka Nowak
|
|
|
|