| English version English | Zobacz panoramy: Panorama Dworku    Panorama Koscioła |
Szukaj
Muzeum Okręgowe w Koninie
 
 

Gościmy

Odwiedza nas 1 gość

Zamów biuletyn






Strona główna arrow Archiwum arrow Teresa Lewandowska
Teresa Lewandowska PDF Drukuj Email
Spis treści
Teresa Lewandowska
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6

I wreszcie trzecia seria prac. Miała być poświęcona ojcu, zamordowanemu w otchłaniach Związku Sowieckiego. W odróżnieniu od poprzednich serii, Teresa tę tragedię przeżywała "światłem odbitym", poprzez relacje i literaturę, czytała Sołżenicyna, Achmatową, Siniawskiego, z polskich autorów Czapskiego i zaprzyjaźnionego Gustawa Herling-¬Grudzińskiego, śledziła polskie teksty wydawane przez Giedroycia, inne tłumaczyłem jej na żywo.
 Andrej Siniawskij, wieloletni więzień łagrów już za Breżniewa, był u nas we wrześniu 1975 r. Zaprosiłem go z żoną Maryną, wpadł na godzinę, bo tyle miał czasu po wykładzie a przed bankietem urządzonym przez PEN, siedział do późnej nocy, na bankiet nie poszedł, zirytowani organizatorzy dzwonili co godzinę, ale Andriej zbywał ich niecenzuralnymi słowami, prosząc, bym ich "posłał podalsze", do tego stopnia utożsamiał się z obrazami. Szczególnie przeżywał obraz, gdzie zza krat wagonów wyzierają ludzkie postacie o twarzach zmęczonych, zrezygnowanych psów. Tak czuł się, gdy w bydlęcym wagonie wieziono go do łagru w Mordowii. (Noc przepita z Siniawskimi zaogniła antagonizm z miejscowymi pisarzami i slawistami, a Siniawskiemu chyba przeszła koło nosa jakaś nagroda czy stypendium). Wykraczając poza chronologię dodam, że podobnie reagował na sztukę Teresy inny wielki Rosjanin, Władimir Maksimow, poznany dwa lata później. Niezmiennie tej sztuce wierna jest poetka i dużej miary człowiek, Natalia Gorbaniewska.
Seria pomyślana jako uczczenie zamordowanych w Katyniu i gdzie indziej polskich oficerów bezwiednie wykroczyła poza zamierzone ramy. Może to sprawa lektur, ale chyba i przeświadczenia, że polskiej tragedii nie da się wyodrębnić z całokształtu zbrodni sowieckich. Owszem, niektóre obrazy odwoływały się jednoznacznie do Katynia, jak np. ten, na którym widać zniszczone rozkładem zwłoki zamordowanego oficera. Ale nie tylko do polskich doświadczeń odwoływał się obraz zainspirowany przez Achmatową, mglista sylwetka kobiety z jeszcze słabiej zarysowanymi, dławiącymi palcami na szyi. Podobnie obraz czekając na areszt: uchylona firanka, zza niej wyglądająca twarz świadomego swego losu mężczyzny. (Teresa posłużyła się twarzą Jerzego Giedroycia, spoglądającego w Maisons-Laffitte przez okno. Że to Giedroyc Teresa zorientowała się, gdy obraz był już namalowany).
Wystawa miała w zamierzeniu nosić nazwę Kraj wiecznego mrozu. W Szwecji jednak wieczny mróz jest pojęciem klimatycznym, nie budzącym politycznych i etycznych skojarzeń, ostatecznie wystawa została nazwana Rop ur Tystnaden (co niezbyt składnie tłumaczy się jako Krzyk wśród powszechnego milczenia). Została przedstawiona w 1977 r. w kościele w średniowiecznej Sigtunie, dokąd zaprosił Teresę tamtejszy proboszcz, późniejszy arcybiskup Gunnar Weman. Powtórzona została w Immanuelkyrkan w Stockholmie w 1980 r. Tu na otwarciu przemawiał b. prezydent Stockholmu, Per-Olof Hanson. Zdanie krytyków najpełniej wyraził sprawozdawca Uppsala Nya Tidning, stwierdzający, że przy założeniach przyjętych przez Teresę wystawa winna ponieść porażkę, a że jej nie odniosła, przeciwnie, osiągnęła zwycięstwo. Do tego stopnia sztuka ta nie mieściła się w regułach utartego warsztatu.
 Do Polski sztuka ta trafiała tylko w trybie wyjątkowym. Kilka egzemplarzy teki dla przyjaciół, kilka wysłanych do bibliotek naukowych. Współpraca z Giedroyciem czyniła z Teresy osobę w PRL nie istniejącą. Jedyna recenzja, krakowskiego malarza i profesora Akademii, Stanisława Rodzińskiego, ukazała się w 1980 r., za Solidarności, gdy władze miały większe kłopoty niż śledzenie Lewandowskich. Była wielce pozytywna, choć też świadczyła o trudności określenia tej sztuki, wyłamującej się ze szkół i szufladek.


 Teresa Lewandowska przeszła przez sztukę jak meteor. Zamierzenia nosiła w sobie od wojny, ale zrealizowała je na emigracji w Szwecji. Pod pozorami energii i przebojowości tkwił schorowany człowiek. Dręczyły ją ciężkie alergie, epidemia, obrzęki Quinke'go. Leczenie dawało słabą ulgę, niszczyło natomiast organizm. Praca z farbami i klejem powodowała rany. Pośpiech w pracy to konsekwencja świadomości uciekającego czasu i kruchości życia.
Pod koniec 1974 r. ujawniło się przeraźliwe zmęczenie. Diagnoza była łatwa: depresja. Miała doskonałych lekarzy, zafascynowanych jej sztuką. Esbjörn Backström, Peter Norén i Leon Weintraub robili co mogli. Ich sukcesy były chwilowe i szybko ustępowały. Wcale nie akademicka kwestia: czy i na ile choroby Teresy były spowodowane wojennymi przeżyciami, czy i na ile były spowodowane przemęczeniem, na ile geneza ich była niezależna od przeżyć. Prawdopodobnie wszystkie te czynniki wchodziły w grę i niszczyły nadwrażliwy organizm. Jeszcze w 1976 r. Teresa znalazła w sobie siłę, by dokończyć Kraj wiecznego mrozu. Później brała się za pędzel tylko dorywczo.
Nie czuję się na siłach opisywać rozciągniętego na lata, powolnego konania. W dniu 22 września 1983 r., gdy miałem wykłady do późnego wieczora, Teresa wzięła letalną dozę środków nasennych. Jak wyjaśniła w pozostawionym liście, nie miała już sił znosić męki.


Krótko przed śmiercią nigdy nie parająca się piórem Teresa skreśliła kilkanaście wierszy, swego rodzaju testament świadomie odchodzącego Twórcy. Nie miała rodzeństwa ani potomstwa, rodzina wymarła, bądź była od niej o psychiczne mile odległa. Zostało to, co stworzyła. Zgodnie z Jej wolą zwłoki zostały spopielone a popioły złożone na cmentarzu Berthåga w Uppsali. Nad trumną przemawiali rektor Olle Engström i doc. Terry Carlbom.
W kraju ukazały nekrologi i wspomnienie umieszczone przez profesora Jerzego Tomaszewskicgo.

Obrazy Teresy Lewandowskiej są eksponowane w:
21 obrazów w Teologiska Högskolan, Lidingö, gdzie urządzono szczególny "pokój Teresy",
5 obrazów w Lundsbrunn Kurort,
61 obrazów w muzeum Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie.
Duża część twórczości rozsiana jest w prywatnych zbiorach.



 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
 
© 2009 Muzeum Okręgowe w Koninie