| English version English | Zobacz panoramy: Panorama Dworku    Panorama Koscioła |
Szukaj
Muzeum Okręgowe w Koninie
 
 

Gościmy

Odwiedza nas 1 gość

Zamów biuletyn






Strona główna arrow Archiwum arrow Teresa Lewandowska
Teresa Lewandowska PDF Drukuj Email
Spis treści
Teresa Lewandowska
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6

Zgrzyty? Owszem, były, jak choćby ten, że mimo legitymizującego nazwiska Tarschysa koła żydowskie zachowały milczenie. Ale ja wiele spraw nie potrafię sobie wytłumaczyć.
Kolejna wystawa. W 1973 r. byliśmy w Londynie. Jerzy Giedroyc skontaktował mnie z Adamem i Lidią Ciołkoszami, ci zapoznali mnie z Wacławem Zagórskim, redaktorem Tygodnia Polskiego. Teresa pokazała kilka prac z Abla jak i związanych z Powstaniem Warszawskim. Wacław, jeden z najwybitniejszych oficerów podziemia i jego żona, poetka Tamara Karren byli zaskoczeni. Niebawem Teresa została zaproszona przez gen. Pełczyńskiego, szefa sztabu AK, do wystawienia prac w 30 rocznicę Powstania Warszawskiego.
Wernisaż Minuty Milczenia (po angielsku Minute of Silence) miał miejsce 1 sierpnia 1974 r. w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym, wówczas przy Princes Gardens. Teresa wystawiła ponad 60 nigdzie dotąd nie eksponowanych obrazów, tudzież tekę Mój brat Abel. O wstęp do folderu wystawowego Teresa poprosiła właśnie Józefa Czapskiego, a wystawę otworzył prezydent RP Edward Raczyński. Jego zdaniem "artystka dokonała wielkiego dzieła". Stwierdził, że "to co stworzyła pani Lewandowska będzie jednym ze świadectw, które nasze pokolenie składa na rzecz przyszłości". Na otwarciu było, wedle księgi gości, 600 osób, elita polskiego Londynu.
Prace Teresy wcześniej znali Zagórscy i Ciołkoszowie, więc dla polskiego Londynu wystawa była zaskoczeniem, tego rzeczownika przyjdzie mi używać kilkakrotnie. 3 sierpnia w Polskim Ognisku podeszła do nas starsza pani, przedstawiła się jako Karolina Lanckorońska. (Dla niewtajemniczonych: historyk i historyk sztuki, legendarna postać emigracji). Była na wystawie, poszła "raczej z poczucia obowiązku, jako stara AK-ówka", sądziła, że znowu obejrzy podniosłe ujęcia z konwencjonalnego zbioru rekwizytów, o nikłej wartości artystycznej i perswazyjnej. To, co zobaczyła było zaskoczeniem. Przyjaźń z Karoliną hr. Lanckorońską też wytrzymała próbę czasu.
W odróżnieniu od Abla, londyńska wystawa Minuta Milczenia nie została utrwalona wydawniczo, przeto kilka słów o jej zawartości. A więc Teresa jak zawsze zaczynała od twarzy i zdarzeń, które utrwaliły się w pamięci. Sylwetki osób znajomych i nieznajomych, napotykane na warszawskich ulicach za okupacji, ładne i brzydkie, młode i stare, dzielne i zrezygnowane, zawsze ze stygmatem umęczenia. Stopniowo Teresa zaczęła głębiej drążyć problematykę, szukała syntezy. A więc kręgi na wodzie, znak zacierającej się pamięci. Ludzie zamienieni w drewno. Miasto jako spalony las, tak jak je zobaczyła po powrocie z robót w Niemczech. Swastyka jako piekielne koło młyńskie, swoimi ramionami kruszące ludzi. Wisła jako rzeka krwi i dwa jej brzegi, symbol rozbicia na tych "co z lewa" i tych "co z prawa". Przeskakiwanie przez ulicę podczas bombardowania, skulone postacie, upodobnione do pcheł. Ranni, zabici, umęczeni.
Minuta Milczenia dzieje się w tym samych czasie, co Mój brat Abel, ich wspólnym tematem jest człowiek w obliczu przemocy, ludobójstwa, fatum. Jednak serie różnią się, również formalnie. O ile obrazy Abla są czarne, bo taka była żydowska beznadziejność okupacyjna, to w Minucie Milczenia pojawia się kolor. Bynajmniej nie "ładny", lecz szary, ponury, ale jednak kolor, jako że polska rzeczywistość, choć ponura, to jednak nie pozbawiona nadziei.
Zaskoczenie, o którym mówiła Karolina Lanckorońska, widać również w recenzjach, było ich - jak na niewielki polski Londyn – dużo. Alicja Drwęska pisała (Tydzień Polski 17 sierpnia 1974r.):
Trzykrotnie odwiedziłam wystawę [... ] "poświęconą tym, co walczyli, ginęli, cierpieli na ziemiach polskich w latach 1939-1945”. Chciałam się otrząsnąć z pierwszego głębokiego wrażenia i popatrzeć na te niewielkie obrazki jak najbardziej "na chłodno" i obiektywnie, aby ocenić ich czysto plastyczne, czysto malarskie walory. Lecz jakże można oddzielić formę od treści, kiedy właśnie treść wyraża się formą tak czystą, tak mocną, tak esencjonalną. [...] Nie ma w tych małych lecz monumentalnych obrazkach teatralnych gestów; rzadko nawet pojawiają się ostrzejsze kontrasty - barwy brunatne, szarawe, czernie, rozwiewają się na bieli papieru, a linia płynna, cienka, oszczędna podkreśla tylko schematyczną prawie, otwartą formę. [...] Każda plamka koloru, każda kreseczka ma w tych kompozycjach swój sens, swoje znaczenie.

A oto nestor polskich artystów w Londynie, profesor Marian Bohusz-Szyszko, w tym samym piśmie, 10 sierpnia:
Jest to prawdziwe wydarzenie - i to o charakterze podwójnym. W znaczeniu dokumentacji różnorodność tematów wizyjnych i bogactwo nie powtarzających się środków wypowiedzi - mimo zupełnej jednolitości stylu. Tragizm, wzniosłość, męczarnia jednostki i grupy Iudzkiej, miękko rozlana plama płynnego wątku i kontrast wibrującej linii ... przy czym nigdzie akcent formalny nie jest oderwany od treści ekspresyjnej tematu. Nie ma tu miejsca, aby opisywać każdą [...] z kreacji, zresztą, byłoby to bezcelowe, po to jest język plastyki, aby wyrażać to, czemu nie może dać pełnego wyrazu słowo mówione, czy pisane.

Stanisław Frenkiel, przeciwnik "polskiej choroby w sztuce", czyli - jak twierdził sentymentalizmu, na wystawie przekonał się, że "historia też jest sztuką i poezją, ponieważ wymaga odwagi koncepcji i twórczej wyobraźni". Pisał (Wiadomości 15 września):
Po Październiku, kiedy sztuka polska z orkiestrą i sztandarami przeszła na abstrakcję Lewandowska pozostała w półcieniu introwersji i odosobnienia. [...]. Rysunki Lewandowskiej są milczącym lecz jakże wymownym komentarzem poetyckim, który jest ważniejszy od dokumentów, ponieważ jest sam w sobie aktem uskrzydlonej przez rozpacz i żal wyobraźni człowieka, który nie może zapomnieć. [...] Na skutek tego źle oprawione i gęsto powieszone rysunki biją obuchem w łeb i radzę tym wszystkim, którzy byli na otwarciu wystawy, aby poszli raz jeszcze bez rozgwaru i tłoku towarzyskiego londyńskiej elity. Ciemny ton rysunków i groteskowe figury żywych i traconych, bezwładnie wywijających ramionami jak oberwane kukiełki; ludzie błądzący wśród odrapanych i zbryzganych krwią murów, przeżytki cywilizacji, zredukowani do roli świętego śmiecia, któremu nic nie zostało prócz twarzy ziejących otwartymi ślepiami. Świat, który się rozłazi w oczach jak zepsuta galareta, wszystko to przypomina czasy, kiedy ziemia krążyła w błędnej orbicie zapomnianej przez Boga a udrapowani w stal i skórę żołnierze bez sumień rozstrzeliwali dzieci. Rysunki Lewandowskiej są niewymyślne i im mniej są elokwentne, tym głębiej penetrują i tym bardziej niepokoją.

Przemknęła się nie podpisana recenzja w wydawanej w Warszawie żydowskiej gazecie Folksztyme. Niestety, wbrew temu co napisała miła pani, rozmawiałem z nią na wystawie Minuta Milczenia, nie wzbudziła zainteresowania prasy angielskiej. Organizatorzy starali się, dlatego proszono Raczyńskiego o inaugurację, ponoć tylko on mógł przełamać bojkot emigracyjnych imprez, ale i on temu nie sprostał.
Nieprawdą też, że zwiedzający kupowali tekę Mój brat Abel - owszem, zwiedzający zachwycali się nią, ale jej nie kupowali, kupowali obrazy penetrujące polską tragedię i walkę; Teresa sprzedała ich dużo. Żydowska koszula była bardziej odległa niż własne ciało.
I wzruszający akcent: Szef Sztabu Armii Krajowej, gen. Tadeusz Pełczyński zaprosił nas do Studium Polski Podziemnej, gdzie wręczył Teresie Krzyż Armii Krajowej.
(Prof. Gotthold Rhode pod wpływem recenzji Czapskiego, wiedząc o niemieckim pochodzeniu Teresy, w 1974 r. wystąpił z inicjatywą wystawy w Niemczech. Skontaktowała się fundacja Stiftung des Deutschen Ostens w Düsseldorfie, ale zorientowawszy się w tematyce prac kontakt zerwała. Szkoda, bo jej prace do kogo, jak do kogo, ale na pewno zwracały się do niemieckiej publiczności.)


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
 
© 2009 Muzeum Okręgowe w Koninie